Kuchnia indyjska a jedzenie ajurwedyjskie – dlaczego to nie zawsze to samo?

Wiele osób zakłada, że skoro Ajurweda wywodzi się z Indii, to kuchnia indyjska i jedzenie ajurwedyjskie to w zasadzie jedno i to samo. No bo jak inaczej? Kurkuma, kumin (kmin rzymski), kolendra, curry, sezam, ghee – brzmi znajomo i wszystko się zgadza, prawda?

A tu niespodzianka. To założenie jest… no, po prostu nie do końca prawdziwe.

Bo jedzenie ajurwedyjskie to nie jest lista przypraw do odhaczenia. To raczej sposób patrzenia na jedzenie. Taki mindset przy garach.

I właśnie dlatego mogę powiedzieć coś bardzo szczerze: ja nie przepadam za kuminem, kolendrą ani curry. Właściwie… nie, nie przepadam to za mało powiedziane – ja ich po prostu nie znoszę.

I wiesz co? To wcale nie przeszkadza mi jeść zgodnie z Ajurwedą. Ani trochę.

Bo Ajurweda nie wymaga, żebyś gotowała „po indyjsku” ani żebyś lubiła jakieś konkretne smaki.
Ona uczy, jak jeść w zgodzie z własnym ciałem, a nie z modą czy kulinarnymi dogmatami.
Nic nie każe, nic nie narzuca. Pokazuje inną perspektywę.

Ale bądźmy szczere – jeśli chcesz coś z tej perspektywy naprawdę wziąć dla siebie, to samo „wiedzenie” nie wystarczy. Tu trzeba się jednak trochę zaangażować, poobserwować siebie, czasem zmienić nawyk, czasem odpuścić zachciankę. Bez tego Ajurweda zostaje ładną teorią. Z tym – zaczyna działać w praktyce.

……

Skąd więc to całe skojarzenie z Indiami?

Nie ma co ukrywać – kuchnia indyjska to prawdziwa skarbnica tradycji. Niesamowicie bogata kulturowo i regionalnie. Różnorodna jak patchwork.

Tam przyprawy od zawsze były czymś więcej niż dodatkiem do smaku. Kurkuma wspierała organizm przy stanach zapalnych. Kozieradka pomagała, gdy trawienie mówiło „mam dość”. Zimą gotowało się na oleju musztardowym, żeby ciało miało czym się ogrzać. A imbir? Ten był jak domowa apteczka – na przeziębienie, na ciężkość, na brak energii.

Piękna tradycja.

I tak – Ajurweda wyrasta właśnie z tego kulturowego gruntu. Ale… to nadal nie znaczy, że kuchnia indyjska i jedzenie ajurwedyjskie to synonimy.

Bo Ajurweda to system wiedzy o zdrowiu, trawieniu i równowadze całego organizmu. A kuchnia indyjska to ogromna kulinarna mozaika – i nie każda jej odsłona musi być zgodna z zasadami Ajurwedy.

Kiedyś przeczytałam zdanie jednego lekarza ajurwedyjskiego i do dziś mam je w głowie. Brzmiało mniej więcej tak – Kuchnia ajurwedyjska może mieć indyjskie korzenie, ale nie każda kuchnia indyjska jest ajurwedyjska.

I bingo. Bo o tym właśnie mówimy. Nie o paszporcie potrawy, tylko o jej wpływie na ciało.

……….

Ajurweda – czyli jedzenie jako lekarstwo

Ajurweda to nie tylko kuchnia. To starożytny system dbania o siebie, w którym jedzenie traktuje się jak codzienną terapię dla ciała, emocji i umysłu.

Nie liczy się to, czy danie jest „egzotyczne”, albo jego nazwa brzmi modnie. Liczy się to, czy Ci służy.

W Ajurwedzie mówi się o konstytucji (prakriti) i o tym, co się z nami aktualnie dzieje (vikriti). Dotyczy to m.in. wyglądu, samopoczucia, emocji. Brzmi mądrze, ale w praktyce chodzi o coś prostego. Chodzi o to, że to samo jedzenie może działać na dwie różne osoby zupełnie inaczej.

…….

Zasada numer jeden: nie wszystko jest dla wszystkich

Jedna po danym posiłku ma energię i mogłaby góry przenosić. Druga po tym samym daniu chce tylko koc, kanapę, by z zapasem na brzuchu obudzić się jak świstak, nawet nie na wiosnę, a w perzededniu lata, gdy na zewnątrz zrobi się jasno i ciepło.

I tu nie chodzi o to, że ktoś je „lepiej” albo „gorzej”. Tylko o to, że mamy różne „silniki pod maską” i innego paliwa potrzebujemy.

  • Są osoby, które po surowych warzywach czują się jak po świeżym prysznicu – lekko i rześko, a są takie, które po tej samej sałatce mają brzuch jak balon i humor jak w listopadzie.
  • Jedni po szklance gorącej wody czują, że ciało delikatnie im się rozgrzewa i wszystko w środku się porządkuje, inni kipią jak wulkan – nagle robi im się gorąco, serce szybciej bije i mają ochotę biegać po domu w krótkim rękawie. Albo na odwrót – ktoś po wypiciu szklanki chłodnej (nie zimnej) wody, wreszcie czuje się dobrze w swoim ciele, bo go już „nie pali”, inny – trzęsie się z zimna.
  • Jedni śmigają bez śniadania i pierwszy posiłek jedzą dopiero w południe, czując się jak na pełnym baku, a inni potrzebują „dolewek paliwa” co 2–3 godziny, inaczej się dekoncentrują i mają spadki energii.

I właśnie dlatego Ajurweda stale pyta: czy to jest dobre dla Ciebie – tu i teraz? Czy Twoje Agni to strawi? A co z tego będziesz mieć? Czyli co po tym trawieniu przyswoisz, co będzie budować Twoją siłę i da Ci moc?

……

Zasada numer dwa: Agni – czyli kto tu rządzi

W Ajurwedzie wszystko kręci się wokół Agni, czyli ognia trawiennego. Z Agni jest jak z komunikacją w związku. Agni jest jak partner, z którym wszystko trzeba dobrze obgadać. Jak go słuchasz i wspierasz, czujesz komfort i lekkość. Jak go ignorujesz, to on robi fochy – brzuch boli, energia spada, a Ty zastanawiasz się, co poszło nie tak.

Możesz jeść najlepsze rzeczy świata, ale jeśli Twój organizm nie ma mocy, żeby je strawić – to nici z tego dobra.

I pewnie sama to widzisz:

  • jedna osoba je jak smok, wygląda, jakby wszystko znikało bez śladu, a Ty zastanawiasz się, gdzie ona to wszystko mieści,
  • inna zje niewiele, a i tak ma wrażenie, że „wszystko się odkłada”.

To nie jest kwestia charakteru ani silnej woli. I tu niespodzianka – ta pierwsza osoba wcale nie ma tasiemca, jak niektórzy mawiają, a druga wcale nie powinna wcześniej wstawać od stołu. Problem, albo rozwiązanie – zależy jak na to spojrzymy – leży gdzie indziej. To kwestia Agni, czyli siły ognia trawiennego.

Jedni mają ogień jak piec hutniczy. Inni jak świeczkę w słoiku. I oba warianty są ok. – trzeba tylko wiedzieć, z czym się pracuje.

……

Zasada numer trzy: Sześć smaków, czyli trochę o filozofii ogórka kiszonego

Ajurweda wyróżnia sześć smaków: słodki, kwaśny, słony, gorzki, ostry i cierpki.
Nie chodzi o to, by każdy posiłek był „ostry”, „słony”, czy „łagodny”. Chodzi o to, żeby nie był jednowymiarowy. Chodzi o równowagę smaków, nawet wtedy, gdy jeden z nich wyraźnie dominuje.

Spójrz na kiszone ogórki – kwaśne, prawda?

A jednak w tradycyjnym kiszeniu dodaje się:

  • koper – ostry, gorzki,
  • czosnek – ostry,
  • ziele angielskie – ostre i rozgrzewające,
  • gorczycę – ostra, rozgrzewająca, pobudzająca,
  • chrzan – ostry, rozgrzewający, chroniący kiszonkę,
  • liście czarnej porzeczki lub winogron – lekko cierpkie
  • sól – słony

Kwaśny smak ogórków przełamują smaki słony, ostry i odrobina gorzkiego i cierpkiego. Do tego jeśli zjesz takiego ogórka z chlebem np. pszennym, żytnim czy orkiszowym posmarowanym masłem, które mają smak słodki to taka zwykła kanapka staje się całkiem zbalansowaną energetycznie przekąską.

Magia? Nie. Równowaga.

……..

Zasada numer cztery: Sezonowość i klimat

Ajurweda zawsze zerka, jaka jest pogoda za oknem. Zawsze patrzy na to, co dzieje się w naturze. Latem zachęca do lżejszych, bardziej chłodzących potraw. Zimą – do ciepłych, gotowanych i odżywczych.

Dlatego ajurwedyjskie jedzenie w Polsce nie musi wyglądać jak w Indiach, żeby było ajurwedyjskie. Właściwie – dobrze, że nie wygląda. Bo mamy inny klimat, inny tryb życia, inne potrzeby. I Ajurweda to szanuje.

………..

Życie uczy pokory – moja historia z zupą cebulową

Uwielbiam zupę cebulową. Naprawdę. A jeszcze jak jest podana z ziołowymi grzankami … – normalnie – comfort food.

I przez lata jadłam ją bez problemu. Aż do tego jednego dnia na wakacjach.

Było lato. Upał taki, że asfalt topił się jak czekolada w kąpieli wodnej. A ja – mądra inaczej – dobrze, że nie widzę teraz Twojego spojrzenia – zamawiam gorącą zupę cebulową w restauracji o równie rozgrzewającej nazwie Cynamon.

Gotowana cebula ma smak słodki i działa rozgrzewająco. Mało tego. Efekt ten wzmocniło jeszcze chili, którym zupa była doprawiona. Nie wiem, czy nie przeczytałam informacji w menu, czy w ogóle nie było o tym wzmianki.  Właściwości rozgrzewające takiej zupy są super – zimą albo w chłodne dni, … ale nie wtedy, kiedy na zewnątrz jest trzydzieści stopni w cieniu, a ludzie biegają w gaciach i japonkach.

Siedziałam nad talerzem i dosłownie czułam, jak się przegrzewam od środka. Tak mógł się czuć chyba tylko Smok Wawelski po zjedzeniu barana naszprycowanego siarką.

A potem przez trzy dni mój układ trawienny przypominał mi, że pora roku też ma coś do powiedzenia przy stole.

Latem trawienie z natury jest delikatniejsze. Potrzebuje lżejszych smaków, więcej świeżości, mniej „grzania”. A ja mu wtedy wrzuciłam cebulową bombę termiczną.

No i miałam nauczkę. Od tej pory, kiedy słyszę lub czytam o tym, że Ajurweda twierdzi, iż jedną z przyczyn choroby jest nieużywanie własnej inteligencji, zawsze myślę, że mówi o mnie … (kurtyna)

……..

Zasada numer pięć: Jakość sattwiczna – jedzenie, które karmi nie tylko ciało

Sattwa to jedna z gun – jakości opisujących także żywność.

Jedzenie sattwiczne nie tylko syci, ale:

  • wspiera jasność umysłu,
  • sprzyja równowadze emocjonalnej,
  • daje poczucie lekkości,
  • i buduje ojas – czyli życiową odporność, witalność i poczucie stabilności od środka. (więcej na ten temat pisałam we wrześniowym numerze AyurLab Magazine)

Dlatego w Ajurwedzie nie przepada się za:

  • mocno przetworzonymi daniami „fit” z proszku,
  • gotowymi sosami pełnymi wzmacniaczy smaku,
  • pieczywem z listą składników dłuższą niż przepis na piernik,
  • czy przekąskami, które są bardziej laboratorium niż jedzeniem.

Nie dlatego, że są „zakazane”. Tylko dlatego, że nie zawsze są wspierające i nie każdemu służą.

…..

Zasada numer sześć: Zgodność produktów – Viruddha Ahara

Niektóre połączenia – nawet bardzo zdrowych produktów – są uznawane za niekompatybilne. Znów możemy wrócić do metafory związku: niby się lubią, ale razem robią niezły bałagan.

Klasyczne przykłady? Bardzo proszę.

  • mleko z kwaśnymi owocami,
  • jogurt z jajkami (tak, brzmi dziwnie, ale w sałatkach i sosach się zdarza, albo w chłodniku),
  • nabiał z pomidorami – tak, te pomidorki ze śmietaną, wiem… boli serce, a czasem i brzuch.

Same składniki są ok. Razem mogą jednak przeciążać trawienie i powodować różne dolegliwości.

Kilka takich przykładów omawiam szerzej w moim e-booku i w jednym z filmów na YouTube, który już niedługo będziesz mogła wysłuchać.

……..

Ajurweda nie musi smakować jak Indie

Robię klamerkę i wracam do siebie. Pamiętasz? – Nie lubię kuminu, kolendry ani curry. I już.

A mimo to jem zgodnie z Ajurwedą,  która te przyprawy w swojej kuchni stosuje. Nie musisz kochać indyjskich przypraw, żeby jeść ajurwedyjsko. Jestem na to najlepszym przykładem.


Dla mnie ajurwedyjska kuchnia (zresztą zgodna ze sztuką) to:

  • ciepłe, gotowane posiłki,
  • odżywcze zupy,
  • herbaty ziołowe,
  • przyprawy jak koper włoski, asafetyda, imbir, cynamon, kardamon – nie po to, żeby było po indyjsku (choć trochę przecież jest), tylko żeby było w równowadze.

Ajurweda czasem rzeczywiście chce zmienić nasze nawyki. Zwłaszcza jeśli kochamy zimne koktajle, fast foody i jedzenie w biegu.

Ale nie po to, żeby zabrać nam przyjemność. Tylko po to, żebyśmy w końcu poczuły się dobrze w swoim ciele.

Bo Ajurweda to nie kuchnia Indii. Ajurweda to kuchnia, która karmi potrzeby Twojego ciała i umysłu – nie cudze oczekiwania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zgadzam się na przetwarzanie podanych przeze mnie danych w celu umieszczenia komentarza na blogu. W każdej chwili mogę wycofać zgodę. Szczegóły związane z przetwarzaniem danych osobowych zawarte są w Polityce Prywatności.